Wpatrywałam się w wielkie lustro, jakby mnie ktoś zaczarował. Nie mogłam uwierzyć, że nadszedł właśnie ten dzień, którego tak wyczekiwałam. Dzień, w którym miałam związać się na całe życie z człowiekiem, którego kocham ponad nie. Nie bardzo wiem, co czuję... to takie dziwne. Takie niesamowite! Stoję sobie w przepięknej białej sukni i nie wiem co robić. Byłam sama, bo wygoniłam wszystkich. Od rana latali wokół mnie, abym teraz wyglądała, tak jak wyglądam. A czuję się dzisiaj wyjątkowo piękna. Wyjątkowo ważna. I z każdą chwilą towarzyszył mi coraz większy stres. Matko jedyna, ja naprawdę się żenię... już za kilka godzin będę miała męża... Wszystko jest takie piękne... perfekcyjnie przygotowane, tylko po to, abym mogła być szczęśliwa. Mam nadzieję, że nie tylko ja zapamiętam ten dzień, jako coś niezwykłego. Zwykle widziałam coś takiego w filmach, a teraz sama będę przeżywała na własnej skórze. To sen? Jeżeli tak, to najpiękniejszy jaki kiedykolwiek miałam w swoim życiu i nie chce pod żadnym pozorem się z niego budzić. Po prostu nie mogę... nikt nie może odebrać mi mojego szczęścia.
-Łaał...- Drgnęłam niespokojnie słysząc za sobą nagle czyjś głos. Odetchnęłam z ogromną ulgą zauważając w lustrze odbicie Billa. Całe szczęście, że to on, a nie Tom. Te przesądy przyprawią mnie o zawał...
Odwróciłam się do niego przodem uśmiechając się szeroko. On także był już gotowy do uroczystości, miał na sobie elegancki, gustowny garnitur. Jak zawsze oryginalny.- Wyglądasz nieziemsko.- Skomentował wpatrując się we mnie jak zahipnotyzowany.
-Mam nadzieję, że nie kłamiesz.- Zaśmiałam się.- Ale Sara, też dzisiaj bardzo ładnie wygląda. Widziałeś już ją?
-Nie, jeszcze nie...- Zaprzeczył kręcąc głową.- Zaraz do niej pójdę. Chciałem cie tylko zobaczyć wcześniej, żeby nie oniemieć wśród gości.- Puścił mi oczko.- Poza tym... nawet sobie nie wyobrażasz jaka to satysfakcja móc ciebie widzieć przed ślubem i wiedzieć, że Tom nie może.- Wyszczerzył się zadowolony.
-Ale ty jesteś...
-No co... on i tak będzie miał ciebie przez całe życie.- Stwierdził.- Bardzo się cieszę, że zjawiłaś się w naszym życiu i tak odmieniłaś mojego brata.- Podszedł do mnie i złapał za dłonie ściskając je delikatnie.- Jesteś najwspanialszą kobietą, wiem, że Tom będzie z tobą po prostu szczęśliwy. Nikt nie dał mu tyle miłości i ciepła, co ty... dziękuję, że jesteś. Że tyle zniosłaś... że nigdy się nie poddałaś...
-Oj, Bill... zaraz się rozmaże...- Zamrugałam powiekami starając się za wszelką cenę powstrzymać łzy wzruszenia. Nawet nie wiedział ile znaczyły dla mnie jego słowa. Miałam wielką ochotę się rozpłakać, ale nie mogłam.- Twój brat zmienił też mnie... razem się zmieniliśmy, nawzajem. I ja też jestem z nim szczęśliwa... i cieszę się, że mam tak wspaniałego przyjaciela, jak ty.- Przytuliłam się do niego mocno, nie zważając już na to, czy pogniotę sukienkę. To były ogromne emocje, nad którymi trudno zapanować. Nie do opisania jest, co czułam.
-No dobrze już... widzimy się na plaży.- Odsunął się ode mnie.- Wyglądasz ślicznie.- Dodał jeszcze i ucałował mnie w czoło kolejno kierując się do drzwi, a po chwili zostałam znowu sama...
Zamknęłam oczy oddychając głęboko. Czy powinnam mieć jakieś wątpliwości? Jeżeli tak, to chyba ze mną coś nie tak, bo wszystkie gdzieś wywiały. Jedynie w nocy zastanawiałam się, czy dobrze robimy, ale to przecież głupie. Czemu mielibyśmy źle robić, pobierając się? Co innego gdybyśmy się nie kochali, a przecież my się kochamy na zabój. I jestem przekonana, że nigdy nic nie będzie w stanie tego zniszczyć. Bill, miał rację. Zmieniliśmy się. Dojrzeliśmy... jesteśmy bardzo młodzi, ja nawet nie mam dwudziestu lat, lecz w ogóle tego nie odczuwam. Wydaje mi się, że jestem o wiele starsza i gotowa na wszystko. Nawet przez moment nie przeszło mi przez myśl, że żeniąc się w tym wieku mogłabym zmarnować sobie życie. Z Tomem? Nigdy. Zdaję sobie sprawę, że różnie bywa... i że nawet najlepsze małżeństwa się rozpadają, jednak nie przeraża mnie to. Chcę wkroczyć w ten nowy rozdział swojego życia. Zacząć tak jakby, z czystą kartą. Nawet jeżeli kiedyś stanie się coś, co sprawi, że się rozstaniemy... myślę, że nie będę żałowała, ani jednej chwili. Miłość, to coś niezwykle pięknego. Nic nie dało mi więcej szczęścia od niej. Uważam, że jest najważniejsza. Właśnie miłość, a nie przyjaźń. Mówi się, że przyjaciół ma się zawsze, a miłość można stracić... co z tego? Nic, ani nikt nigdy nie pozwoli nam przeżyć tyle co to jedno uczucie w sercu...
#
Czarnowłosy uchylił lekko drzwi od apartamentu sprawdzając najpierw, czy może wejść. Nie chciał przyłapać swojej dziewczyny w jakiejś krępującej sytuacji, choć nie powinien się tym przejmować. Przecież jest jej chłopakiem. Jednak ostatnio ich związek stał się, aż za bardzo delikatny. Obydwoje wykonują precyzyjne, przemyślane ruchy, aby tylko coś nie poszło nie tak jak powinno. Zależy im, żeby wszystko między nimi się układało jak najlepiej, naprawdę chcą uniknąć najgorszego. A najgorsze dla nich było rozstanie, bo mimo wszystko nadal bardzo się kochają. Po prostu nastał dla nich trudniejszy czas. Ale razem mogą pokonać każdą przeciwność losu, jeżeli tylko będą tego chcieli.
Nie widząc żadnych przeszkód wszedł do środka zamykając za sobą drzwi. Rozejrzał się dookoła w poszukiwaniu blondynki. Uśmiechnął się zauważając ją przy lustrze, gdzie męczyła się z jakimś naszyjnikiem. Podszedł do niej stając za jej plecami, czego nawet nie zauważyła skupiając się wyłącznie na klejnocie.
-Mogę?- Odezwał się oferując swoją pomoc. Dziewczyna niemalże podskoczyła słysząc jego głos, a po ciele przeszły ją dreszcze, gdy jego ciepły oddech obił się o jej kark. Chłopak nie czekając na pozwolenie przejął od dziewczyny naszyjnik i zwinnie zapiął jej go na szyi.
-Dzięki...- Uśmiechnęła się do niego ciepło.
-Nie ma za co.- Ucałował ją w policzek.- Pięknie wyglądasz.- Dopiero teraz zwrócił uwagę na jej ubiór. Miała na sobie skromną, kremową sukienkę, która idealnie podkreślała jej szczupłą sylwetkę, oraz wszelkie inne walory. Wyglądała naprawdę uroczo.
-Ty też.- Stwierdziła przyglądając mu się w odbiciu lustra.
-Pasujemy do siebie.- Objął ją w talii przytulając się do jej pleców i oparł brodę na jej ramieniu.-Może kiedyś i my będziemy się żenić?
-Mam nadzieję, że dotrwamy do tego etapu.
-Ja też...- Westchnął cicho przymykając powieki.-Jesteś ze mną szczęśliwa?
-Najszczęśliwsza, Bill.- Przekonanie w jej głosie dało mu wystarczającą pewność, że dobrze zrobił nie zakańczając tego związku. Choć czasem wydaje się, że wszystko już traci sens i nie widać cienia wspólnej przyszłości, warto zaczekać choć chwilę, nie przekreślać nawet tej odrobinki uczucia, które pozostało na dnie serca.
-Obiecaj, że jakby było coś nie tak, powiesz mi o tym.- Poprosił odwracając ją w swoją stronę, aby móc patrzeć jej w oczy.
-Obiecuję, ale ty też mi mów. Nie możemy niczego przed sobą ukrywać.- Przyłożyła mu dłoń do policzka gładząc go delikatnie. Te drobne gesty z jej strony pozwalały mu na nowo wierzyć w ich miłość. Zapominał o tym drugim zgubnym uczuciu i oddawał się wyłącznie jej.- Kocham cię. Dziękuję, że dałeś nam szansę.
-Nie wyobrażam sobie, że mogłoby ciebie nie być przy mnie. Trochę się pogubiłem, ale wiem, że sobie poradzimy. W końcu walczyłem o tą miłość...i wcale nie żałuję.
-Dużo ze mną wytrzymałeś... byłam bardzo głupia, to wszystko stało się przeze mnie...- Spuściła głowę.- Nie wiem, co ja sobie w ogóle myślałam...
-Skarbie, nie obwiniaj się. Obydwoje coś zrobiliśmy źle... ale wszystko można naprawić i najważniejsze, że robimy coś w tym kierunku.- Ujął dłonią jej podbródek i uniósł jej głowę, aby móc złożyć pocałunek na jej ustach.- Poza tym, dziś jest ważny dzień. Nie warto teraz rozważać nad tym kto i kiedy popełnił błąd.- Dodał z uśmiechem.- Widziałem Carmen, Tom raczej nie będzie w stanie się skupić na formułce.
-Wiem, wygląda oszałamiająco. Ale to jej dzień i tak właśnie ma być. To niesamowite, że dwoje najbardziej niepasujących do siebie ludzi w mgnieniu oka stali się idealnie dopasowanymi połówkami.
-Zmienili się na lepsze...
-Ej, świadek ksiądz na ciebie czeka.- Usłyszeli znajomy głos należący do Gustava, który stał w drzwiach przyglądając im się uważnie.
-Po co?- Bill uniósł brwi nie bardzo orientując się o co może chodzić.
-Nie wiem, ale Melanie też tam jest. Więc to pewnie jakieś formalności, czy coś...- Wzruszył ramionami.
-Okej, już idę.- Mruknął, a perkusista wyszedł wykonawszy swoje zadanie.- Pewnie zobaczymy się dopiero w kościele... kocham cię.- Pocałował ją krótko i wyszedł udając się do kancelarii.
#
-Jeszcze spóźnię się na własny ślub!- Jęknął żałośnie wsiadając do samochodu zaraz za swoim przyjacielem, który starał się go uspakajać, jednak to nie przynosiło rezultatów. Nic dziwnego, że się denerwował, w końcu to bardzo ważny dzień w jego życiu.
-Tom, spokojnie. Byłoby gorzej, jakbyś nie miał obrączek...- Stwierdził inteligentnie Andreas, na co chłopak westchnął ciężko.
-Mamy dwadzieścia minut, aby dotrzeć na miejsce.- Oznajmił patrząc na wyświetlacz telefonu.-Nie możemy się spóźnić. Wszystko musi pójść idealnie, to ma być najpiękniejszy dzień w naszym życiu... nie mogę tego zepsuć.
-Dobrze, Tom. Nic nie zepsujesz. Już jedziemy na plażę. Spokojnie...- Blondyn położył mu rękę na ramieniu.- Może ja poprowadzę?
-Nie. Ty za wolno jeździsz.- Burknął po czym przekręcił kluczyk w stacyjce.- Już tylko siedemnaście minut!
-Tom, jedź.- Nakazał stanowczo nie chcąc już dłużej dyskutować. Czas nie stał w miejscu, a rzeczywiście spóźnienie się na swój ślub nie było zbyt odpowiednie.- Amelia, już do mnie dzwoni...- Mruknął widząc na wyświetlaczu komórki imię swojej dziewczyny.- Mam powiedzieć, że zapomniałeś obrączek i musieliśmy się wracać?
-Mów co chcesz...
-Cześć, Myszko...- Odebrał połączenie starając się mówić jak najbardziej słodkim głosem.
-Andreas, do diabła, gdzie wy jesteście?!- Dokładnie tego się spodziewał, ale przecież nie zaszkodzi mieć nadziei...
-Już jedziemy do was...
-Dopiero!? Wszyscy są już na miejscu, Carmen gotowa, tylko pana młodego brakuje!
-Spokojnie, kochanie... zaraz będziemy. Powiedz Carmen, że będziemy na czas. Musieliśmy wrócić się po obrączki...
-Gdzie wy macie głowy!?
-Są na swoim miejscu, naprawdę.- Odparł uśmiechając się pod nosem.- Kocham cię, nie denerwuj się. Zaraz będziemy.
-Ja też cię kocham...Tylko błagam nie spóźnijcie się...- Westchnęła zrezygnowana.
-Do zobaczenia.- Pożegnał się i zakończył rozmowę oddychając z ulgą. Czasami rozmowy z Amelią przynosiły mu dużo stresu... nie lubił, gdy się na niego denerwowała.
-Od tego się zaczyna.- Skomentował gitarzysta, czego blondyn nie pojął.
-Co się zaczyna?
-No wszystko. Za rok będziesz się szykował do ślubu.- Stwierdził ze śmiechem.
-Weź ty lepiej skup się na drodze, bo naprawdę nie zdążymy...
#
Wszystko było tak jak sobie wymarzyłam. No poza tym, że Tom zapomniał o obrączkach... cóż, jestem w stanie mu to wybaczyć. W końcu przecież po nie wrócił i zaraz będzie z nami. Teraz to dopiero się stresuję... Gdy zobaczyłam ołtarz w pełnej gotowości, to aż nogi się pode mną ugięły. Było naprawdę pięknie. Goście już siedzieli na swoich miejscach, ksiądz także był gotowy. Zostało nam kilka minut do planowanego rozpoczęcia ceremonii. Jakoś wcale mi nie przeszkadzało, że Tom jeszcze nie dojechał... stres zupełnie mi wszystko przyćmiewał.
-No siostrzyczko, gdzie ten twój książę?- Melanie, podeszła do mnie uśmiechając się wesoło.
-Już jedzie... matko, ale jestem zdenerwowana... cała się trzęsę.
-Spokojnie, kilka minut i ci przejdzie.- Stwierdziła z przekonaniem.- W ogóle, to ja powinnam pierwsza wychodzić za mąż, jestem starsza.- Dodała marszcząc brwi.
-Więc zaszły zmiany w tej tradycji...
-Najwyraźniej.- Zaśmiała się.- No, ale w końcu ja nie mam żadnych zasad...- Mówiąc to położyła ręce na swoim brzuchu, który już wyraźnie się odróżniał od pozostałych części ciała. Już za kilka miesięcy będę ciocią, jakie to fajne...
-Carmen...- Bill, przerwał nam naszą rozmowę ciągnąc mnie gdzieś na bok bez wcześniejszego uprzedzenia.
-Ej noo... ja rozmawiam z siostrą, trochę kultury może, hę?- Wytknęłam mu oburzona, jednak spoważniałam widząc jego niewyraźną minę.- O co chodzi?
-O Toma.
-O Matko... nie przyjedzie?! Wystraszył się?! Zmienił zdanie!?- Zaczęłam rzucać jakimiś hipotezami, które od razu przyszły mi do głowy. W końcu takie rzeczy się zdarzają... nie tylko na filmach.
-Nie zmienił zdania...- Uspokoił mnie.- Ale nie może teraz przyjechać, bo jest w szpitalu...
-Co?!
-Jechał z Andreasem i mieli wypadek...- Nie miałam zamiaru go dłużej słuchać. Nie zwlekając, ani chwili pobiegłam w stronę samochodów nie przejmując się jego nawoływaniem. Zupełnie przestałam myśleć. Serce nagle zaczęło walić mi jak oszalałe ze strachu, cholernie się bałam... choć nie wiedziałam do końca co się stało. Nie trudno było się domyślić, że mieli wypadek... Boże, dlaczego? Dlaczego! I to jeszcze dzisiaj... ale to nieważne. Nieważny jest ślub i to wszystko, najważniejszy jest Tom. Muszę z nim teraz być...
-Proszę mnie zawieźć do szpitala!- Rozkazałam kierowcy, który patrzył na mnie ze zdumieniem.- Natychmiast!
-A ślub?
-Do szpitala.- Powtórzyłam dobitnie i zatrzasnęłam za sobą drzwi samochodu.- Zależy mi na czasie.- Dodałam patrząc na niego groźnie. Byłam zdolna do wszystkiego. Tu chodzi o życie mojego narzeczonego! Chyba umrę... jemu nie mogło się nic stać, po prostu nie mogło...
###
Witam, w najpiękniejszym miesiącu całego roku xD
Wiecie, że mi się nawet publikować nie chce? ^^ Przecież to takie męczące, zalogować się na bloga, skopiować odcinek i go wkleić oo a wcisnąć "publikuj" to już wgl. xd
I zastanawiam się po co zaczynałam nowe opowiadanie, skoro tak się rozleniwiłam xd Na szczęście z pisaniem idzie mi lepiej niż z publikacją xd
A nowe opowiadanie musiałam zacząć, bo mam już dosyć swoich aktualnych xD Potrzebuję małej odskoczni, a tamto jest nieco inne, jak niektórzy z Was zdążyli zauważyć.
I cokolwiek byście nie myśleli o tym odcinku, pamiętajcie- Ka. nie jest wredna xD
Mnie się on podoba ;p
Pozdrawiam ;**